Jeśli coś kochasz - puść to wolno. Jeśli wróci - jest twoje; jeśli nie - nigdy twoim nie było. (Paulo Coelho)
Tak właśnie czyni ze mną twórczy zryw, wciąż mnie opuszcza, ale dopóki powraca – jest mój ! (Beata Wołoszyn)
 
Beata Wołoszyn
 
 
 
urodziłam się w Świnoujściu. i na pewno dla przynajmniej trzech osób, nie licząc rodziny. te osoby nic o tym nie wiedzą. i nie należą do klubu literackiego „na wyspie”. wielka szkoda (eh) 

o pani Annie Beacie Chodorowskiej opowiedziała mi któregoś wiosennego dnia w szkolnej bibliotece pani Jadwiga Widawska – człowiek artysta;  miałam wtedy 15 lat;

o klubie literackim „na wyspie” opowiedziała mi kilka tygodni później w tej samej szkolnej bibliotece pani Anna Beata Chodorowska – człowiek poeta;  miałam wtedy nadal 15 lat, spocone dłonie i swoje pierwsze młodzieńcze wiersze na wygniecionych wilgotnych kartkach (w wyżej wymienionych dłoniach)

kto by wtedy pomyślał, że tak to się potoczy !  od tamtego dnia minęło, no, mniejsza z tym ile to dokładnie lat (sic!)

i nadszedł ten dzień; i stało się; na pierwszą randkę z klubem literackim „na wyspie” umówiła mnie znana w świecie poetów swatka Regina, moja klubowa (i osobista) koleżanka; takie pierwsze spotkanie zawsze zapada w pamięć (nawet jeżeli jest to robocze klubowe zebranie), zwłaszcza gdy potencjalny kandydat spełnia oczekiwania i wypada imponująco; i tak też było !

tamtego dnia spodobaliśmy się sobie oboje (ja i klub, nie ja i koleżanka)

w 1990 roku były zaślubiny, a w 1994 roku przyszedł na nasz liryczny świat mój debiut radiowy na antenie PR Szczecin w audycji „młodzi twórcy na wyspie”;  zaraz po nim doczekałam się wierszy drukiem w tygodniku „świnoujście dzisiaj”, a następnie w almanachach pt.: ”wewnętrzne morze”,  „w ciepłym piasku poezji”, „pod wydmami znaczeń” i „poławiacze wzruszeń” oraz w zeszycie literackim „bursztynowe uczucia”

jednym słowem miłość kwitła, a życie klubowe tętniło

mój związek z klubem przyniósł też nagrody i wyróżnienia za poezję w lokalnych konkursach;  spotykały mnie po drodze drobne wydarzenia, które ubarwiały codzienność mozolnej, ale jakże pasjonującej pracy nad warsztatem, jak choćby plebiscyt publiczności i nagroda za najlepszą zimową fraszkę

ale jak to w każdej rodzinie bywa, przychodzi czas na wspólne upragnione wakacje, a wakacje – to podróże !

tym razem nasz klubowy urlop spędziliśmy w telewizyjnym programie kulturalnym emitowanym przez TVP Szczecin pt. ”artwizje”, a resztę wolnego czasu  - w audycji autorskiej w świnoujskim radio „na fali”;  radosną premią za wierność liryce był dla mnie udział w audycji nagranej dla PR Szczecin o działalności klubu, a wisienką na torcie nagroda „brązowy konik morski” w ramach „wiatraka 2004”

gdy już wiersze stały się dorosłe, sprawiły wielką niespodziankę i na świecie pojawiły się nuty; i tak zagrała we mnie muzyka do naszych wierszy, a na Rubinowe Gody w 2007 roku powstał spektakl pt. „pragnienie pamięci, czyli coś o przetrwaniu”

ale, ale...zapomniałabym wyjawić wam o jakich to trzech osobach wspomniałam
na początku tej opowieści;  jednak chyba jeszcze na to za wcześnie;

powiem tylko, że od 2008 roku podróżuję już innymi śladami, ale o tym na razie cicho sza...